porady o rybach grzybach kwiatkach itp.

DESERY

CIASTO DROŻDŻOWE - na święto Anny :)

Dzisiaj, w środku tygodnia, wzięła mnie wena na ciasto imieninowe :)

Dzisiaj Anny i trzeba udowodnić niedowiarkom, że facet też potrafi.

I pora na to, żeby kobietki - młode mężatki, biznesmenki - robiące karierę i te

wszystkie, które nie wierzą w siebie - uwierzyły!

Skoro ja mogę i po zjedzeniu żyję - to wszystkim może się udać!

Lubię ciasto drożdżowe z mlekiem, czasem z serem i konfiturami, więc wybór był

prosty. Najprostszy z możliwych :))

Potrzeba:

  • 1 kg mąki
  • 6 jajek
  • 1/2 l mleka
  • 50 ml oleju
  • 100g masła
  • 150g drożdży
  • 200g cukru
  • 32g cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka soli

Do dzieła:

Mąkę przesiałem do miski, dodałem sól i cukier waniliowy i odstawiłem.

W drugiej misce roztarłem drozdże z łyżką mąki i cukru. Podgrzałem mleko i

dodałem całe na raz. Oczywiście nie przemyślałem, że do zaczynu potrzeba go

tylko trochę, żeby drożdże urosły. No i niestety zaczyn "wyszedł" z miski i

musiałem przelać go do dużego garnka.

Przykryłem garnek ścierką i odstawiłem, żeby w spokoju i cieple podrósł.


Potem oddzieliłem żółtka od białek w kolejnej misce (oczywiście nie obyło się bez

łowienia jednego z żółtek w białkach ).

Do żółtek dodałem cukier i zacząłem kręcić tzw. kogel-mogel (mniam).

Do miski z mąką dodałem wieeelki zaczyn i żółtka z cukrem. Całość zagniotłem.

Kiedy składniki połączyły się -  dodałem olej i rozpuszczone, ciepłe masełko.

No i zacząłem gnieść i gnieść, i gnieść. Ciasto zaczęło odchodzić od ręki, więc

zostawiłem je w misce, posypałem trochę mąką i przykryłem ściereczką.

Zamierzałem wyciągnąć  je po 45 minutach.

A tu psikus - po 30 minutach ciasto zaczęło wychodzić z miski.


Posypałem stolnicę mąką i przełożyłem "wędrujące" ciasto. Całość krótko

zagniotłem i przełożyłem do foremek wysmarowanych tłuszczem i opruszonych

mąką.

Gotowe, ułożone ciasto posypałem kruszonką :) A co - na bogato !

Kruszonka:

  • 80 g mąki
  • 50 g cukru pudru ( lub zmielonego cukru zwykłego)
  • 50 g masła
  • łyżeczka cukru waniliowego.

 

Całość zagniotłem na raz w misce i wstawiłem na chwilę do lodówki (żeby

skruszało).

Potem wyjąłem i na gotowe ułożone ciasto drożdżowe pokruszyłem na wierzch.

Gotowe, kompletne ciasto wstawiłem do nagrzanego do 200 stopni piekarnika.


Piekłem ok. 35 minut. Potem zmniejszyłem temperaturę do 160 stopni i piekłem

kolejne 20 minut.

A efekt wygląda tak:

Ciasta nie wyjąłem od razu z formy, dopiero po 10 minutach. Bałem się, że się

rozpadnie :)

 

No, ale po zrobieniu ciasta zostały jeszcze białka. Kompletnie nie wiedziałem co

zrobić. Internet przyszedł z pomocą :)

Zrobiłem bezy :))


Przygotowałem:

  • 6 białek (tych, które zostały z ciasta drożdżowego)
  • szczypta soli
  • 250g cukru pudru ( miałem tylko połowę, więc zmieliłem w młynku zwykły cukier i dodałem brakującą część)
  • łyżka mąki ziemniaczanej ( płaska)

Wykonanie:

Białka ubiłem z solą  na "sztywno". Potem ubijałem dalej stopniowo dodając cukier.

Na sam koniec ubijania dodałem mąkę ziemniaczaną i ubijałem jeszcze ok. 4 minut.

Ponieważ nie mam rękawa cukierniczego ubitą na sztywno pianę włożyłem do

torebeczki śniadaniowej. Odgryzłem jej róg i na blachę pokrytą papierem do

pieczenia kładłem 'kleksy" z piany.


Piekarnik był jeszcze nagrzany po pieczeniu ciasta drożdżowego, więc

zmniejszyłem tylko temperaturę do 140 stopni i włożyłem blaszki.


Po 50 minutach były gotowe !

A na półmisku wyglądały tak

Smacznego wszystkim życzę!!!

 

STUDIOMILOMI.PL